• Wpisów: 42
  • Średnio co: 55 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 17:44
  • Licznik odwiedzin: 8 224 / 2374 dni
 
oxfordka1
 

ksiezyc-czlowiek-ziemia-zachod-kon-kosmos.jpg

*TOM PIERWSZY - CZY TE OCZY MOGĄ KŁAMAĆ?*
*Rozdział dziesiąty - Udane kwalifikacje*

         Powoli dobiegał koniec maja. Oxfordka siedziała w swoim pokoju, czytając książkę z języka niemieckiego, pod czujnym wzrokiem Bourdona. Teraz tylko to było jedynym zmartwieniem dziewczyny. Jeszcze niedawno nawet sobie nie wyobrażała, że materiału z całego roku szkolnego nauczy się w tak krótkim czasie. Chłopak przepytywał ją, to tłumaczył  bardziej skomplikowane rzeczy, zaś sam uczył się późnymi wieczorami, kiedy dziewczyna spała. To co wydarzyło się w parku było tajemnicą, o której wiedział jedynie Bourdon. Dziewczyna nie chciała, by inni wiedzieli jakim brutalem może być Wiewiórka i do czego jest zdolny. Patrząc z perspektywy czasu, nie rozumiała sama siebie jak mogła być z takim człowiekiem. Z Tarmińskim również nie widziała się od spotkania w parku. Z jednej strony nie miała mu tego za złe, biorąc pod uwagę to co zobaczył, jednak nieobecność jednej z bliższych jej osób czasami była nie do zniesienia. Pudzia także traktowała dziewczynę z większym dystansem dlatego Oxfordka prawie nie wychodziła z domu. Nie miała po co, widząc dookoła szepczących ludzi, zastanawiających się co stało się między nią, a Tarmińskim. Jedyną dobrą stroną tego wszystkiego było to, że Gosia mogła oddać się w całości nauce. Iza i Guła wspierali ją duchowo, pisali sms’y, pytali jak sobie radzi, co bardzo motywowało dziewczynę do dalszej nauki. Uczyła się zarówno dla siebie jak i dla nich i wiedziała, że nie podda się tak łatwo. Czym bliżej terminu kwalifikacji, tym zacieklej siedziała w książkach. Alex z mamą zaglądały do jej pokoju, martwiąc się o nią. Nigdy nie spędzała tak dużo czasu przed lekcjami i widocznie był ku temu powód. Ważniejszy niż zdanie do następnej klasy, czy dobre oceny. Dokładnie dzień przed zaliczeniami Rob chciał, żeby odpoczęła, jednak dziewczyna się uparła i nie chciała mu dać spokoju. Bała się, że może o czymś zapomnieć, coś pomylić i zawali przedmiot. Bourdon siłą musiał ją zaprowadzić do innych, by ci zainteresowali ją czymś tak bardzo, by zapomniała totalnie o dniu następnym.
- Zjadłbym coś słodkiego – westchnął Chester. Mike podsunął mu cukierniczkę, uśmiechając się pod nosem.
- Masz. Smacznego życzę – powiedział, zaś Bennington zmierzył go gniewnym spojrzeniem.
- Ja nie mam pomysłu. Na mnie nie patrzcie – odezwała się Alex w tym samym momencie kiedy do salonu wszedł Brad z kartonem pełnym batoników. Chester momentalnie wstał jednak Gosia go wyprzedziła i niemal rzuciła się na Delsona.
- Łapy precz. Już ja wam pokaże coś słodkiego – powiedziała i bez zbędnych pytań, wyrwała karton z ręki Brada. Ten patrzył zdziwiony, nie wiedząc o co chodzi. Jego ręce w tym momencie unosiły powietrze, ponieważ karton był już w kuchni. Alex poszła za swoją siostrą i obie zabarykadowały się w pomieszczeniu, zostawiając chłopaków samych w salonie i oczekujących na „słodkie coś” w wykonaniu sióstr.
         Następnego dnia Oxfordka zdawała testy z języka niemieckiego. Sale zaliczeniowe znajdowały się w piwnicach szkoły, gdzie uczniowie bez konkretnej przyczyny nie mieli prawa wejść. Gosia często wysyłana przez innych nauczycieli miała okazję powierzchownie zapoznać się z tą częścią szkoły. Zmierzając ku dolnym partiom budynku mijała swoich przyjaciół życzących jej szczęścia. Dziewczyna w duchu dziękowała Bogu za takie wsparcie. W końcu weszła do wcześniej wskazanej jej sali. Był to malutki pokoik, a na środku umieszczony był stół przy którym siedziało trzech nauczycieli.
- Dzień dobry. Zdaję język niemiecki, grupa czarna – powiedziała Gosia.
- Na lewo, drzwi na samym końcu – odezwał się nauczyciel. Dziewczyna poszła we wskazane miejsce.  Zapukała do drzwi i otworzyła je. Za biurkiem siedział mężczyzna o sędziwym wieku i bacznie jej się przyglądał. Oxfordka widząc, że nie ma nikogo w środku, zamknęła za sobą drzwi.
- Siadaj proszę - powiedział do Gosi. Dziewczyna podeszła do ławki ustawionej tuż przy biurku mężczyzny i usiadła na krześle oczekując dalszych wskazówek.
- Nazywam się Marshal Dommington. Jestem profesorem języka niemieckiego na Uniwersytecie w Pasadenie.
- Brzmi groźnie - rzekła Gosia nieco podenerwowana. Nauczyciel uśmiechnął się.
- Zaczynamy. Dzień dobry? – spytał.
- Guten Tag lub Guten Morgen zależnie od pory.
- Mam na imię?
- Ich heisse –odpowiedziała dziewczyna. Sądziła, że spotka ją coś trudniejszego niż pojedyncze słowa.
- Super. Tablica? - pytał profesor, a Oxfordka odpowiadała na jego pytania, które coraz bardziej były dociekliwe. Mężczyzna czasem podpowiadał dziewczynie, jednak nic nie wskazywało na to, że jest tragicznie. Marshal rozsiadł się wygodnie na krześle.
- No i ostatnie. Pocałuj mnie w dupę - Gosia zrobiła zdziwioną minę, ale odpowiedziała. Jeszcze nigdy nie widziała tak dziwnego, ale zarazem pełnego humoru nauczyciela. Przez parę minut mężczyzna zapisywał coś na swojej kartce. W końcu spojrzał na podenerwowaną dziewczynę i wręczył jej kartkę.
- Przedstawienie, opis obrazu i sytuacji, słówka...Zdałaś - rzekł profesor. Gosia spojrzała na kawałek pergaminu, na którym było napisane:
*Uczennica Małgorzata Oxford ukończyła język niemiecki w klasie 2 gimnazjum z oceną bdb.*
*Marshal Dommington*
- Dziękuję bardzo proszę pana! - Ucieszyła się dziewczyna.
- Podziękujesz innej osobie w domu. Tylko z gestem proszę – Oxfordka nie do końca rozumiała o co mu chodzi jednak  uśmiechnęła się do Dommingtona i poszła dać kartkę nauczycielowi w komisji.
- Do widzenia - rzekła i wyszła z sali egzaminacyjnej.
   Przez całą powrotną drogę do domu, dziewczyna nie mogła uwierzyć w to co się stało. Przed jej oczami ukazywała się twarz starca oraz wypisana ocena na kartce, którą zostawiła w szkole. Według niej samej, dokonała czegoś co jest wręcz niemożliwe. Tanecznym krokiem otworzyła drzwi domu i nie czekając na powitanie weszła do swojego pokoju. Rob siedział na jej łóżku z laptopem na kolanach i grał w jakąś strzelarkę, dopóki nie usłyszał radosnego głosu Oxfordki. Dziewczyna usiadła na krześle przy biurku i spojrzała na chłopaka rozpromieniona.
- I jak? - spytał Rob, odstawiając na bok laptop.
- Pytał mnie jakiś profesorek i zdałam. Był nieco stuknięty jak na swój wiek. W pozytywnym słowa tego znaczeniu oczywiście – odpowiedziała Gosia.
- Co to za kolo? - Zdziwił się Rob.
- Jakiś Marshal Dommington – rzekła dziewczyna i machnęła ręką jakby odganiała muchę.
- Co! - krzyknął Bourdon, a jego źrenice rozszerzyły się jak dwa spodki.
- No tak - powiedziała Gosia, jednak nic nie wzbudziło jej podejrzeń.  Rob chwycił swój telefon i do kogoś zadzwonił. Dziewczyna patrzyła na niego z zaciekawieniem, aż dało się słychać kogoś po drugiej stronie.
- To ja – odezwał się Bourdon.
- O cześć Rob – odpowiedział głos w słuchawce telefonu.
- Co dostała?
- Ośmielę się twierdzić, że chodzi ci o pannę Oxford. Pięć, a co myślałeś? Nie chciała mi powiedzieć jak jest „k***a” po niemiecku, tak to by miała szóstkę – odpowiedział mężczyzna.
- Chciało ci się jechać taki kawał? Prosiłem cię jedynie o przeniesienie moich egzaminów.
- Nie mogłem się powstrzymać. A podziękowała ci tak jak jej kazałem?
- Podziękowała? – spytał Rob. – Nic mi nie wiadomo. Może jeszcze nie doszliśmy do tego tematu – dodał chłopak.
- Niech podziękuje. Wiesz, że jestem wpływowym człowiekiem i z miłą chęcią ci… pomagam – powiedział nieznajomy z nutką rozbawienia w głosie.
- Ta… No nic, dzięki, że się pofatygowałeś.
- Przyjemność po mojej stronie – odparł mężczyzna i się rozłączył. Ox patrzyła na Bourdona jak na ducha. Słuchając rozmowy chłopaka zrozumiała do kogo dzwonił. Rob spojrzał na nią pytająco.
- Ty go znasz?! – wydusiła w końcu z siebie dziewczyna.
- To mój nauczyciel na Uniwerku w Pasadenie – powiedział Bourdon czytając w myślach dziewczyny.
- Żartujesz! – powiedziała Gosia i usiadła wygodniej czekając na więcej informacji.
- Chcesz jego numer? – spytał wyciągając ponownie telefon.
- Nie, nie! Tylko jakoś trudno mi w to uwierzyć. A o co mu chodziło z tym podziękowaniem?
- To raczej ja powinienem spytać o to ciebie – odpowiedział Rob i uśmiechnął się do dziewczyny. Oxfordka sięgnęła wstecz pamięcią, przypominając sobie spotkanie z Dommingtonem, Pamiętała jak ją przepytywał i wypisywał na kartce swoją opinie. Pamiętała jak siedział za biurkiem i jak się z nim żegnała, oraz… jak kazał jej podziękować komuś w domu.
- Miałam podziękować osobie, która mnie uczyła, a to ty mnie uczyłeś i… on to wszystko przewidział! – powiedziała Gosia, która nagle wszystko zrozumiała. Rob dzwonił do swojego profesora o przełożenie egzaminów na inny termin, zaś jego nauczyciel wpadł na zwariowany pomysł, by oprócz przestawienia terminów, osobiście sprawdzić jak Bourdon poradził sobie z nauką dziewczyny. Przyleciał z Pasadeny, dyskretnie obejmując stanowisko egzaminatora w gimnazjum tym samym sprawdzając skuteczność nauk własnego ucznia.
- Może trochę mu za dużo o tobie naopowiadałem i pomyślał że jesteś moją dziewczyną. – Wyjaśnił chłopak na usprawiedliwienie słów profesora.
- No wiesz co? Jak on mógł mnie do ciebie porównać? Tobie należy się ładniejsza laska. – Te słowa całkiem zbiły z tropu Bourdona.
- Ja nie patrzę na wygląd, ale na charakter, tak po za tym to ładna jesteś.
- Rob!
- Mówię prawdę – powiedział chłopak. - Jeśli Łukasz cię olał bo woli Paulinę to sory ale kto tu jest głupi, co? Zamiast przyjść do ciebie, spytać się co się stało, to on sobie poszedł z Pauliną.
- Chcę ci przypomnieć, że zobaczył nas w nieodpowiednim momencie i miał prawo odejść, a wręcz mnie olać. To ja byłam wobec niego nie fear. Po za tym co? Jesteś wkurzony, że musiałeś być przy mnie ty, a nie on? – spytała dziewczyna. Takie pytanie Bourdon uznał już jako jawny wręcz świadomy flirt, więc postanowił to wykorzystać.
- Coś ty! I obiecuję ci, że choćbym był w USA to jeśli ktoś robi ci krzywdę to dzwoń. - Gosia uśmiechnęła się do chłopaka.
- Postaram się o tym nie zapomnieć.
- Ja mówię poważnie – powiedział Rob i spojrzał na Oxfordkę swoimi brązowymi oczyma.
- Dobrze - rzekła dziewczyna i wyjęła ze swojej torby zeszyty, głównie z niemieckiego, kładąc je na biurko.
- Ty jeszcze nosisz książki?! – Zdziwił się Bourdon.
- Rok szkolny się nie skończył, a po za tym to tylko zeszyty – odpowiedziała.
- Wiesz jakie to ciężkie?! Chyba będę musiał cię wozić do szkoły. – Zażartował.
- Hej! Miałeś tylko odwozić! Nie chcę przytyć – rzekła Gosia i pogłaskała się po swoim płaskim brzuchu.
- Spoko. Twój pech – odpowiedział chłopak z nutą ironii w głosie.
- Eh - burknęła Oxfordka i rzuciła poduszkę w chłopaka na co ten zaczął się śmiać i oddał dziewczynie dalej się śmiejąc. Gosia złapała poduszkę, zanim ta zdążyła spaść na podłogę..
- Wiesz co? Żałosny jesteś - powiedziała i uderzyła Roba z poduszki w głowę zadowolona z siebie.
- Osz ty! – Zawołał i jednym ruchem rzucił dziewczynę na łóżko. Gosia zaczęła się śmiać.
- I co teraz mądralo? – spytał przytrzymując ją za ręce tak by nie mogła się ruszyć.
- Nico – odpowiedziała rozbawiona, próbując zdziałać coś nogami.
- Chcesz cios ostateczny teraz czy masz jakieś życzenie?
- Chcę umrzeć, ale nie tak tragicznie jak masz zamiar to zrobić – zaśmiała się.
- Rozumiem - rzekł Rob dalej trzymając za ręce leżącą Gosię. Oboje patrzeli na siebie.
- Co tak patrzysz? - spytała.
- Nie mogę?
- Zależy dlaczego tak patrzysz – odpowiedziała już bez śmiechu. Nastąpiła chwila ciszy.
- A musi być jakiś powód? - spytał Rob nie odrywając wzroku od dziewczyny. Ona również patrzyła na niego delikatnie się do niego uśmiechając.
- No raczej - odparła Oxfordka. Rob był coraz bliżej jej twarzy, zaś dziewczyna nie protestowała. Chłopak pomyślał, że to dobry znak. Zbliżał się do niej coraz bardziej, zaś ona tylko się uśmiechała. Przytrzymywana przez chłopaka i tak nie miałaby żadnych szans, gdyby jednak zmieniła zdanie, Rob nie przekroczyłby granicy, którą chwilę później oboje przeszli. Tym razem nie wiadomo czy był to zbieg okoliczności, czy umyślne zdarzenie, ale w chwili gdy Rob całował się z Oxfordką do jej pokoju wszedł po cichu Delson. Gdy zobaczył co się dzieje wyszedł z niego szybko.
- No nareszcie stary robisz postępy - powiedział do siebie Brad i poszedł na dół uśmiechnięty od ucha do ucha. Chwilę po tym Oxfordka, odsunęła się od chłopaka cała czerwona na twarzy. Odchrząknęła, zabierając z biurka swój telefon.
- Ekhm... wiesz... pójdę do Izy. Miałam jej pomóc w pracy klasowej. Cześć - powiedziała i szybko wyszła z pokoju.
- Praca klasowa w czerwcu? - spytał sam siebie Rob i usiadł na łóżku. Przez moment dochodził do siebie, po tym co się wydarzyło, jednak nie trwało to długo, ponieważ do pokoju wparował Brad.
- No stary i jak tam? – spytał bez ogródek.
- Co jak tam? – zdziwił się Bourdon nadal lekko oszołomiony.
- Przecież widziałem. Niechcący wszedłem do pokoju –odpowiedział nieco zmieszany Delson.
- A... Nie wiem czy ona coś do mnie czuje czy to tylko kolejny przypadek.
- Z jej twarzy wyczytałem, że raczej jest w siódmym niebie. Wychodząc z domu prawie zapomniała o butach.
- Mam nadzieję, że się nie mylisz. Chciałbym, żebyś się nie mylił - rzekł Rob, po czym obaj siedzieli w ciszy nie zamieniając ze sobą ani jednego słowa.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego