• Wpisów: 42
  • Średnio co: 55 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 17:44
  • Licznik odwiedzin: 8 224 / 2374 dni
 
oxfordka1
 
ksiezyc-czlowiek-ziemia-zachod-kon-kosmos.jpg

*TOM PIERWSZY - CZY TE OCZY MOGĄ KŁAMAĆ?*
*Rozdział dwunasty – Powrót Bourdona*

         Minął tydzień od czasu gdy Alex i Meteora się wyprowadzili i nie dali znaku życia Gosi. Jak zawsze dziewczyna była na boisku i kopała piłkę w samotności. Co prawda brakowało jej przyjaciół, jednak nie mogła sobie pozwolić na ich towarzystwo pod wpływem gniewu. Nie chciała im sprawić przykrości dlatego urwała kontakt ze znajomymi.
- Zagrasz z nami? - spytał Tarmiński, podchodząc do Gosi. Wszyscy myśleli, że może Suka wpłynie pozytywnie na dziewczynę. Znał ją najlepiej dlatego reszta wysłała go z „misją” do Oxfordki.
- Nie – odpowiedziała.
- Czemu nie?
- Bo nie. – W głosie dziewczyny wyczuwało się już coś więcej niż tylko zaprzeczenie i chłopak doskonale o tym wiedział.
- Oj Ox.
- Chyba coś powiedziałam - rzekła dziewczyna, a wokół niej zebrał się tłum gapiów. Gosia nie zwróciła na to najmniejszej uwagi. Była już zbyt zdenerwowana, by się przejmować.
- Może jednak? - Dopytywał Suka.
- Nie!
- Hej chłopaki i dziewczyny! Poprosimy ładnie Ox? - krzyknął Guła. Wszyscy chętnie na to przystali, po czym zaczęli skandować jej imię.
- Uspokójcie się i dajcie mi spokój! - wrzasnęła Gosia tak głośno, że niektórzy przechodnie na ulicy spojrzeli w jej stronę. Dziewczyna spojrzała na znajomych z furią wymalowaną w oczach. - Zostawcie mnie! Chcę być sama!
- Ale Ox o co ci chodzi? - Zdziwił się Łukasz, podchodząc krok bliżej. Na boisku zapanowała cisza. Wszyscy myśleli, że dziewczyna w końcu zacznie opowiadać co się stało. Jednak Gosia jedynie na niego spojrzała. Po jej policzku spłynęła samotna łza i nikt nie wiedział dlaczego. Dziewczyna ostatni raz spojrzała na swych przyjaciół, po czym pobiegła w stronę domu.
         Tymczasem Rob i Alex patrzeli na Oxfordkę przez okno.
- U... tak to nawet przy Łukaszu się nie zachowywała – powiedziała z lekkością starsza siostra.
- Czemu nie mogę do niej iść? – odezwał się Bourdon chociaż znał odpowiedź.
- Jutro Rob, jutro.
- Ludzie nie wytrzymam!
- Spokojnie chłopie! Jutro już będzie ok, a teraz chodź do siłowni. Joe chce coś wiedzieć.
- A... wiem co - rzekł Rob i razem z Alex wyszedł z pokoju. Dziewczyna doskonale wiedziała jak zmienić temat tak, by chłopak przestał chociaż na chwilę myśleć o Oxfordce. Ta zaś przyszła do domu w jeszcze bardziej złym nastroju niż z niego wyszła.
- Co ty taka zła? - Zdziwiła się mama, a Gosia bez słowa poszła do swojego pokoju i trzasnęła drzwiami. Wyglądała jak siedem nieszczęść, cała zapłakana, miała potargane włosy i nie chodziła w swoich ulubionych ciuchach. Już cały tydzień uciekał z jej życia i dobrze o tym wiedziała. Zmęczona swoją bezradnością usnęła, myśląc, że może sen pomoże jej w przetrwaniu tych strasznych chwil.
         Piętnastego czerwca wychowawczyni klasy poprosiła Oxfordkę na rozmowę. Dziewczyna usiadła w pierwszej ławce naprzeciwko kobiety.
- Nie wiem co w ciebie wstąpiło, ale jeśli w tym tygodniu się nie poprawisz to będę zmuszona zmienić ci zachowanie.
- Dobrze - Zgodziła się Gosia jakby ta groźba nic dla niej nie znaczyła.
- Pilnuj się. Wakacje są za tydzień. Tyle chyba wytrzymasz - powiedziała Gałczyńska i odeszła. Oxfordka odprowadziła ją wzrokiem.
- Pieprz się - rzekła do siebie, po czym wyszła z klasy kierując się na boisko szkolne. Wychodząc na dwór zlokalizowała pustą ławkę. Kiedy tylko do niej doszła, położyła się na nią i zamknęła oczy tak, by nie raziło jej słońce. Nagle poczuła delikatny chłód na swojej twarzy. Jednym okiem spojrzała co jest źródłem tego zimna. Nad jej twarzą pochylał się Norbit. Był uśmiechnięty i nie zważał na to, że niebawem może zostać wyklęty przez dziewczynę.
- Hej Ox. Mam dobrą wiadomość.
- Jaką? - spytała bez życia Gosia.
- Po tej lekcji spadamy do domu – powiedział uradowany Dawid. Oxfordka ponownie zamknęła oczy, nawet się nie uśmiechając.
- Dzięki Norbit, że mówisz – rzekła jedynie.
- Spoko. Cześć - odparł chłopak i poszedł dalej. Dawid był jednym z tych, którzy nie stali nad Gosią i nie dopytywali się czemu jest smutna czy zła. Była mu za to wdzięczna bo nie musiała mu mówić, że ma sobie odejść, albo tłumaczyć dlaczego ma zły humor. Dziesięć minut później na boisku rozległ się dzwonek ogłaszający koniec przerwy. Oxfordka wstała z ławki i powolnym krokiem ruszyła na zajęcia.  Nauczycielka od języka polskiego wpuściła klasę do sali, po czym rozpoczęła się lekcja.
- Czy wy tego nie rozumiecie?! Wiem że wakacje tuż, tuż, ale musicie umieć te liczebniki! Po za tym... Gośka co ty znowu wyprawisz? – spytała nauczycielka, widząc, jak dziewczyna bawi się telefonem.
- Nic – powiedziała, chowając pośpiesznie komórkę do kieszeni.
- Zatem, Oxford jeśli jesteś taka ponura i roztrzepana to ci poprawię jeszcze bardziej humorek. Do tablicy -rzekła nauczycielka, na co Gosia wstała z krzesła i podeszła do tablicy, po czym zaczęła niemrawo odmieniać przez przypadki liczebnik zbiorowy.
- Dobrze. To może jeśli Gośce tak dobrze idzie to zrobi nam to do końca. - Dziewczyna przewróciła oczami i zaczęła tłumaczyć zawiłości liczebnika w klasie.
- Zbiorowe mają zawsze końcówkę „oro” np. czworo, dziesięcioro. Wyjątkami jest dwa i trzy - mówiła. Polonistka w tym czasie obserwowała resztę klasy. Tak jak się spodziewała nikt nie był zainteresowany tym wykładem.
- Widzę, że wy jej w ogóle nie słuchacie. Wiecie o co chodzi? – Weszła w słowo Oxfordce.
- Tak - odpowiedzieli znudzeni uczniowie.
- Zobaczymy jutro na sprawdzianie, a teraz na boisko - odparła nauczycielka, a uczniowie wyszli z klasy tak szybko jakby nagle ktoś za drzwiami zaczął rozdawać dolary. Oxfordka wyszła jako jedna z ostatnich. Guła czekał na nią przed salą. Mimo, że domyślał się jaką odpowiedź dostanie chciał jakoś zagadać, by dziewczyna nie myślała, że wszyscy się od niej odwrócili.
- Przyjdziesz dzisiaj grać w piłkę? - spytał niepewnie, gdy Gosia zamknęła za sobą drzwi klasy.
- Nie, a teraz chcę być sama. Cześć - odpowiedziała i razem z innymi uczniami wyszła na szkolne boisko. Karol patrzył jak siada przy bramce i wpatruje się w swój telefon. Nie chcąc jej przeszkadzać wzruszył jedynie ramionami i dołączył do reszty klasy, siedzącej po drugiej stronie boiska. Dziewczyna wybiła znany już na pamięć numer Bourdona. Ciągle miała nadzieję, że w końcu chłopak odbierze telefon.
- Witam tu Rob Bourdon. Zostaw wiadomość po sygnale - Oxfordka rozłączyła się
- Jak zawsze - powiedziała do siebie, po czym włożyła telefon do kieszeni i położyła się na trawie. Przez jej głowę przechodziło setki ponurych myśli. Alex często nie wyjaśniała dokąd wyjeżdża, ale wyjazd, a przeprowadzka to było całkiem co innego. Powoli zaczynała wierzyć, że nawet siostry już nigdy nie zobaczy. Kiedy zagłębiała się coraz bardziej w swoich ponurych myślach, ktoś ją z nich wyrwał.
- Słuchaj Gosia... – Dawid stał w bezpiecznej odległości od dziewczyny, wiedząc od innych, jak Ox reaguje na przeszkadzanie jej.
- Mówiłam że chcę być sama. - Przerwała chłopakowi dziewczyna.
- Ale chodzi o to, że... - Gosia wstała, co spowodowało, że Norbit odsunął się jeszcze bardziej.
- Proszę cię Dawid, nie mam dzisiaj humoru do pogaduszek więc idź sobie stąd.
- Wysłuchaj mnie…
- Czego! - krzyknęła Ox. Dawid nieśmiało podszedł do dziewczyny bliżej, jednak był w każdej chwili gotowy odskoczyć na bezpieczną odległość.
- Ktoś na ciebie czeka w szkole.
- O jeny to niech idzie Iza albo ty. – Machnęła ręką dziewczyna.
- Niestety ale masz to być ty - powiedział Norbit i by nie denerwować Gosi odszedł potykając się o kępkę trawy. Oxfordka wzięła swoją bluzkę i ruszyła w stronę budynku.
- Mówić idiotom, żeby mnie zostawili to oni swoje - powiedziała do siebie Oxfordka, wchodząc do szkoły. – Jeśli myślał, że poprawi mi humor bo ktoś na mnie czeka w szkole to się grubo pomylił. – Dodała, idąc i patrząc się na podłogę.
- Jeśli ci nie poprawię humoru to spadam stąd - Ox momentalnie podniosła głowę do góry bo wiedziała kto posiada ten jedyny w swoimi rodzaju głos.
- Rob?! - powiedziała niedowierzając. Stojąc w tym samym miejscu patrzyła na uśmiechniętego Bourdona. Chłopak podszedł do Oxfordki i przytulił ją na co dziewczyna zaczęła płakać.
- Hej, czemu płaczesz?
- Gdzie byłeś? - spytała. Miała wrażenie, że nie widziała go całe wieki.
- Później ci powiem, a teraz muszę coś z tobą załatwić, tylko proszę cię nie płacz - powiedział Rob na co Oxfordka otarła łzy. - Może pójdziemy na ławkę przed szkołą? – spytał.
- Ok. - Zgodziła się dziewczyna i oboje wyszli z budynku. Kiedy tylko usiedli Oxfordka zasypała go pytaniami.
- Czemu nie odbierałeś telefonu? Alex nie chciała mi powiedzieć gdzie jesteście... martwiłam się.
- Możesz mnie teraz zatłuc bo ja nie mogłem ci powiedzieć gdzie jesteśmy. Mike i Alex mi nie kazali, ale teraz cie tam zaprowadzę jeśli chcesz.
- Macie chatę?! - krzyknęła Gosia i  nagle cały tydzień poszedł w niepamięć.
- No tak. Trochę mała, ale idzie wytrzymać.
- Super! - Ucieszyła się Oxfordka.
- Ta... -powiedział Rob, patrząc jak w ich stronę idzie Tarmiński. Gosia również na niego spojrzała. Chłopak miał niezadowoloną minę, lecz podszedł do Bourdona i Ox.
- O! Widzę, że już humor ci się poprawił – powiedział z nutą ironi w głosie, którą dziewczyna od razu wyczuła.
- O co ci chodzi? - Zdziwiła się.
- O twój humor – odpowiedział Suka, jakby to było czymś oczywistym.
- Czyli? - odezwał się Rob. On również nie za bardzo rozumiał co jest złego w tym, że Oxfordka jest wesoła.
- Nie wiedziałem, że przyjaciele mogą gówno zrobić a taki Rob tylko pokaże się na horyzoncie i już jesteś radosna. – Wyjaśnił Tarmiński. Gosia nie pomyślała o tym w ten sposób. Myślała, że jej przyjaciele będą radośni, że ona również jest wesoła, ale do głowy jej nie przyszło, że Suka może to tak odebrać. Dopiero teraz zrozumiała, że wielokrotnie jej przyjaciele próbowali do niej zagadać, a ona ich odtrącała. Wystarczyło jedno spotkanie z Bourdonem, a znów była szczęśliwa. Z rozmyślań wyciągnął ją głos Bourdona.
- Zazdrościsz? - spytał. - Lepiej poszedłbyś do swojej Pauliny. Przecież to z nią teraz chodzisz nie z Ox. - Dodał, a Tarmiński spojrzał gniewnym wzrokiem na obojga i poszedł.
- Dzięki ci – powiedziała jedynie dziewczyna. Z jednej strony było jej głupio, że tak potraktowała Sukę, z drugiej jednak nie powinna się przejmować tym czy Tarmiński coś jeszcze do niej czuje czy nie. Oboje wyjaśnili sobie tą kwestie, więc nie powinien jej winić za to, że miała złe dni.
- Nie ma za co. Chodź, pokaże ci gdzie mieszkamy.
- To znaczy teraz nie mogę bo mam polski na boisku – rzekła Gosia niepewnie. Bała się, że Bourdon znów jej zniknie.
-To czekamy na przerwę – odpowiedział beztrosko Rob i oboje już nic nie powiedzieli. Kiedy zadzwonił dzwonek ze szkoły wybiegło pełno uczniów i nawet nie zauważyli, że na ich terenie szkoły jakby nigdy nic siedzi sobie Rob Bourdon. Jako jedyni, najlepsi koledzy Gosi go zauważyli..
- Kargul daj mi okulary bo chyba źle widzę - rzekł Guła próbując ściągnąć okulary koledze.
- Spoko Karol. Widzisz dobrze - odezwała się Iza, uśmiechając się zadziornie.
- A ty skąd to wiesz? - spytał Kargul.
- Bo ja Bourdona już znam - odpowiedziała Rabczyńska, na co chłopak zrobił zdziwioną minę.
- Idziemy do nich? - spytał Guła.
- Możemy - rzekła Iza i cała trójka podeszła do Gosi i Bourdona. Oxfordka, widząc ich uśmiechnęła się.
- No nareszcie jesteś wesoła - powiedziała Iza. Dziewczyna pamiętając spotkanie z Tarmińskim nie mogła sobie pozwolić na drugi taki sam błąd.
- Wybaczycie mi że byłam dla was taka zła? - spytała.
- Pewnie że tak. Od czego ma się przyjaciół - odpowiedział Guła radosny.
- Rzeczywiście. Mam takich przyjaciół, że Tarmiński o mało co nie wyszedł z siebie.
- Gadasz! - Zdziwiła się Iza.
- No tak… Długa historia. Ach! Zapomniałam. Poznajcie się. Karolów dwóch, to mój yyy... przyjaciel Rob Bourdon, Rob to mój kolega Karol Staszyński, a to mój przyjaciel Karol Gułczyński.
- Cześć - powiedział Rob, podając każdemu z osobna rękę.
- Gdzie byłeś? - spytała Iza, która miała już przyjemność poznać chłopaka.
- Przykro mi, ale najpierw powinna o tym wiedzieć Ox.
- To ona jeszcze nie wie? - Zdziwił się Guła i spojrzał na Gosię.
- To znaczy mniej więcej. – Wyjaśniła dziewczyna.
- Acha… No nic my już idziemy. Mieliśmy iść do Norbida.
- Do Nor... - Guła nie dokończył bo Iza go szturchnęła.
- A do Norbida! No tak. To cześć - powiedział od razu Karol i razem z Izą i Kargulem poszli w stronę domu. Rob z Gosią zaczęli się śmiać.
- Zawsze się tak zachowują ? - spytał Bourdon. Oboje mimo starań Rabczyńskiej i tak wiedzieli, że powiedziała to specjalnie, by zostawić ich samych.
- Powiedzmy - odpowiedziała.
- My tu sobie gadu gadu a miałem cię zaprowadzić do domu.
- To chodźmy - Poderwała się z ławki Oxfordka. Na samą myśl o tym, że zobaczy gdzie przez cały tydzień była cała Meteora i Alex robiło jej się ciepło.
- Daj plecak poniosę ci.
- Dzięki - rzekła dziewczyna i dała Bourdonowi swoją torbę, po czym oboje wyszli po za teren szkoły.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków