• Wpisów: 42
  • Średnio co: 55 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 17:44
  • Licznik odwiedzin: 8 224 / 2374 dni
 
oxfordka1
 

kjnjk.jpg

*2. Gdy nadejdzie czas...*

*CZTERY LATA PÓŹNIEJ*

Od pogrzebu Gurbina minęły cztery lata. Eliza w tym czasie uczęszczała do miejscowej szkoły podstawowej, gdzie nie myślała tak często o utracie najbliższej sobie osoby. Bywały dni, że nie była w stanie myśleć o niczym innym, niż prace domowe, szkolne przedstawienia, czy niezliczone wyjazdy z rodzicami w atrakcyjne miejsca. Mimo upływu lat, regularnie chodziła na cmentarz, przysiadając obok nagrobka swojego dziadka i rozmyślając o nim. Eliza często wymykała się z domu również do miejsca, gdzie niegdyś mieszkał Gurbin, mimo iż rodzice zabraniali jej kręcić się w tamtej okolicy, jak to powiedzieli „ dla jej własnego bezpieczeństwa”. Dziewczynka nie potrafiła wymazać ze swojej pamięci chwil spędzonych wspólnie z dziadkiem. Pewna część jej samej umarła razem z nim, pozostawiając na duszy ślad, by nigdy nie mogła o nim zapomnieć. Siedząc na trawie, tuż przy dawnej bramce prowadzącej na posesję Gurbina, Eliza wpatrywała się w zachodzące słońce, a po jej policzku spływała łza. Dookoła słychać było jedynie świerszcze i poruszane przez wiatr źdźbła zboża, kołysane w jednym rytmie. Kiedy słońce schowało się za horyzontem, wstała, otrzepując się z paprochów. W dłoni trzymała kilka polnych kwiatów, które związała trawą, tworząc z niej kokardkę. Dziewczynka ostrożnie położyła je przy słupku informującym do kogo należał dom, zabierając uschnięte już inne kwiaty. Spojrzała ostatni raz na pozostałości z posesji, po czym ruszyła w drogę powrotną do domu, obiecując sobie w duchu, że niebawem znów tu przyjdzie.
***
Koniec wakacji zbliżał się nieubłaganie ku końcowi. Po męczącym dniu, spędzonym na rodzinnym chodzeniu po sklepach, Eliza wybrała się na spacer po okolicy. Przeszła się po piaszczystej plaży w poszukiwaniu muszelek dla swojej rybki, posłuchała miejscowych grajków zabawiających turystów i spotkała koleżankę, z którą się przyjaźniła przez ostatnie trzy lata. Obie ruszyły na obrzeża miasta, kierując się na jedną z polnych ścieżek.
- Razem z mamą wyprowadzamy się do Wrocławia za dwa tygodnie. Większość rzeczy mamy już tam przeniesione – powiedziała koleżanka, idąc z Elizą wyjeżdżoną przez traktory, polną dróżką.
- To bardzo ładne miasto – odpowiedziała Gurbin, chwytając niedojrzałe źdźbło zboża i bawiąc się nim.
- Ale nie tak ładne, jak Kołobrzeg. No i komu by się chciało jechać taki kawał drogi tylko, po to, by popatrzeć na dziurawe ulice? Mama mówi, że kiedyś wszędzie były takie drogi jak we Wrocławiu.
- Może tak, może nie, ale widocznie to ma jakieś ważne znaczenie historyczne, jeśli do dziś nikt nic nie zrobił z tymi dziurami – odpowiedziała Eliza.
- Tak… Ja niedługo będę musiała wracać do domu. Odprowadzić cię? – spytała koleżanka.
- Nie, dziękuje. Przejdę się jeszcze kawałek – rzekła, po czym pożegnała się z koleżanką i ruszyła dalej. Ścieżka dobiegała ku końcowi w momencie, kiedy dziewczynka stanęła przy drewnianym słupie. Spojrzała na niego z wyrazem tęsknoty na twarzy.
Wacław Gurbin ul. Leśna 1.
Informowała tabliczka przybita do słupka. Była lekko nadpalona i przekręcona, więc dziewczynka otarła ją chusteczką i poprawiła, by była prosto. Do dziś pamięta, kiedy razem z dziadkiem ją przybijała do tego niepozornie wyglądającego słupka i jak dobrze razem się bawili, maczając swoje dłonie w farbie, by później umazaną rękę przyłożyć do tabliczki, pozostawiając na niej ślad dłoni. Eliza przyłożyła swoją dłoń w miejsce, w którym widniał ślad ręki jej dziadka. Nadal miała mniejszą rękę niż namalowany odcisk, a kiedy przyłożyła ją do swojej, zauważyła, że palcami delikatnie wychodzi po za jej krawędź. W zamyśleniu ominęła tabliczkę, kierując się w miejsce, gdzie niegdyś  stał dom jej ukochanego dziadka. Teraz zamiast niego zobaczyła tam kupkę gruzów, urwaną biało czerwoną taśmę z napisem „policja” i psa.
- „Skąd to zwierze znalazło się w takim opuszczonym miejscu?”. – Pomyślała Eliza patrząc ze zdziwieniem na stworzenie. Podeszła po cichu jak najbliżej do zwierzęcia, jednak niechcąco nadepnęła na szkło, które pod jej ciężarem pękło. Przestraszone stworzenie odwróciło się do dziewczynki, warcząc groźnie i zmierzając ją wzrokiem. Dziewczynka powoli, bardzo powoli zaczęła się cofać w obawie, że pies rzuci się na nią. Był on całkiem sporych rozmiarów, a jego futro świadczyło, że dawno nie brał kąpieli. Jego oczy błyszczały na tle czarnej sierści, zaś on sam usiadł na tylnich łapach i zaszczekał donośnie. Przestraszona Gurbin przewróciła się, kalecząc sobie rękę. Krew zaczęła powoli wydobywać się z małej ranki, wiec Eliza wyciągnęła materiałową chusteczkę z kieszeni, by owinąć sobie skaleczenie. Pies patrzył na Gurbin przez chwilę, po czym jego wzrok zatrzymał się na małym skrawku błękitnego materiału. Nagle zerwał się na równe nogi i skoczył na Elizę, zaś ta z przerażenia skuliła się, okrywając swoją głowę przed atakiem, jednak nic się nie stało. Powoli podniosła wzrok i ujrzała stojącego trzy metry przed nią psa, trzymającego w pysku jej chusteczkę.
- Skąd ją masz? – przemówił pies. Zszokowana Eliza patrzyła na zwierzę z otwartą buzią, jednak nie odpowiedziała na pytanie. – Co się tak patrzysz? – Zdziwił się pies. Dziewczynka drżącą ręką wskazała na niego palcem.
- Jak ty… że no pies… eee… nie wierzę – powiedziała Gurbin, wstając z ziemi i podchodząc do psa. Zwierzę nie ruszyło się z miejsca tylko śledziło każdy ruch Elizy, ta zaś dotknęła jego czarnej sierści w obawie, jakby to był sen. – Prawdziwy jesteś – rzekła, odsuwając się od niego, by widzieć go w całej okazałości. Pies usiadł na tylne łapy i wydał z siebie dźwięk porównywalny do śmiechu.
- Nie, zabawkowy. Oczywiście, że jestem prawdziwy, jednakże dalej nie odpowiedziałaś na pytanie, skąd to masz – odpowiedział pies, łapą wskazując na leżącą przed nim chusteczkę. Eliza chciała ją podnieść, jednak zwierze przytrzymało ją łapą. – Nie mam czasu na żarty. – Dodał, ukazując swoje jakże dobrze wyposażone uzębienie.
- Dostałam ją w prezencie – powiedziała nieśmiało dziewczynka, siadając na deskę, która posłużyła jej za ławkę.
- Od kogo? – spytał pies.
- Od bliskiej mi osoby – odpowiedziała Eliza i widać było, że dziewczynka niechętnie chce rozmawiać na temat swojej chusteczki.
- Imię i nazwisko. Kto dał ci tą chusteczkę? – Nie ustępowało zwierze. Dziewczynka rozejrzała się po okolicy.
- Od dziadka.
- Jakiego dziadka?
- Od mojego dziadka! – krzyknęła wyprowadzona z równowagi. – Od mojego dziadka Wacława Gurbina, który mieszkał właśnie tutaj! A ty śmiesz mi grozić w jego dawnej posiadłości! Jesteś niemiły! – wrzasnęła Eliza, podnosząc się gwałtownie ze swojego miejsca, wyrywając chusteczkę psu i biegnąc w kierunku, gdzie niegdyś znajdowała się brama wyjściowa od domu. Pies pobiegł za nią.
- Zaczekaj! – krzyknął, lecz dziewczynka nie zatrzymała się. Zwierze dogoniło ją, zastępując jej drogę i niebezpiecznie szczekając, ukazując przy tym rząd swoich ostrych zębów. Eliza przestraszona stanęła ze łzami w oczach, bojąc się, że może zrobić jej krzywdę. – Megi. Nazywają mnie Megi – powiedziało zwierzę, wyciągając przednią łapę. Rękawem swojej bluzki Gurbin wytarła łzy, po czym niepewnie uścisnęła łapę psu.
- Eliza. Eliza Gurbin.
- Niebawem znów się spotkamy – rzekł Megi i już chciał odejść, gdy dziewczynka go zawołała. Pies odwrócił się w jej stronę.
- Kiedy? I gdzie?
- Pod koniec sierpnia tutaj – odpowiedział Megi i pobiegł dalej.
- Dobrze – szepnęła Eliza i ruszyła w stronę domu.

Od spotkania z psem minął tydzień. W tym czasie nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego i Eliza całkiem zapomniała o tym, czego była świadkiem. Wspomnienie Megiego było tak odległe, że niemal nierealne w porównaniu z otoczeniem wnuczki Wacława. Przez cały tydzień nie spotkała żadnych zwierząt, które potrafiły by mówić, ani niczego co odbiegałoby od rzeczywistości.
Układając książki na półce, usłyszała śmiech swojej mamy, która była na dole w salonie. Zaintrygowana tym dziewczynka zeszła na dół po schodach, zaglądając do pomieszczenia, w którym jej rodzice pili popołudniową kawę.
- Z czego się śmiejecie? – spytała, sadowiąc się obok mamy.
- Spójrz. To ty, kiedy miałaś roczek. Potłukłaś wtedy ulubiony kubek taty, który dostał, kiedy chodził do technikum – odpowiedziała kobieta, podając jej gruby album ze zdjęciami i wskazując fotografię na górze, gdzie malutka dziewczynka, ubrana w czerwoną sukienkę w kropki patrzyła niewinnie w obiektyw aparatu, a tuż obok niej leżały rozbite kawałki kubka. – Twój tata nieźle na ciebie wtedy nakrzyczał, ale jak spojrzał w twoje oczy nie potrafił się na ciebie dłużej gniewać – dodała i przewróciła na kolejną stronę.
- A to zdjęcie? – spytała Eliza, wskazując palcem starą fotografię z kobietą w ciąży i mężczyzną obok niej.
- To ja i twój tata. Byłam wtedy z tobą w ciąży – odpowiedziała mama.
- Już wtedy dawałaś się we znaki swojej matce – odezwał się tata Elizy. Zaciekawiona usadowiła się wygodniej obok rodziców, czekając na szczegóły. – Cały dzień siedziałaś cicho, a gdy czas było iść spać, nagle zachciało ci się spaceru – powiedział mężczyzna. Ich córka spojrzała na nich znacząco.
- Spaceru?
- O tak. Tak się ruszałaś, że mama nie mogła usnąć – odpowiedział mężczyzna śmiejąc się pod nosem. Eliza również się zaśmiała.
- Ale ze mnie ziółko – powiedziała i przewróciła na kolejną stronę, skąd na podłogę upadła koperta, z której wyleciały wycięte z gazety zdjęcia z ich krótkim opisem. Dziewczynka podniosła je, a gdy zobaczyła co na nich było, uśmiech zniknął jej z twarzy. Było już za późno, żeby zabrać je córce , więc zapadła niezręczna cisza. Eliza patrzyła na wycinki z gazety, które ilustrowały zrujnowany samochód, którego tył zatrzymał się na drzewie. Nie za wiele mówiły jej te obrazki, jednak znalazła w nich coś znajomego. Jej pluszowy miś, który dziś znajduje się w jej pokoju bez jednego ucha. Eliza spojrzała na rodziców. – Czy to jest… - Oglądała dokładnie kawałki papieru, by odnaleźć w nich coś więcej, jednak nie znalazła. Nasuwało jej się tylko jedno pytanie, które koniecznie musiała zadać rodzicom. – Mamo… Czy my mieliśmy kiedyś wypadek? – Kobieta zabrała z jej kopertę, chowając do środka wycinki z gazety, po czym spojrzała na męża wymownie. – Mamo?
- Tak. Mieliśmy wypadek – odpowiedział jej tata. – To było kiedy miałaś trzy latka. Jechaliśmy po choinkę na Boże Narodzenie. Padał śnieg, a droga była skuta lodem. Przez krótką widoczność na drodze nie zauważyłem, że z lewej strony jedzie rozpędzony samochód. Starałem się wyhamować i wtedy wpadliśmy w poślizg. Uderzyliśmy w to drzewo, które widziałaś na zdjęciu, a ty siedziałaś z tyłu – opowiadał mężczyzna. Eliza słuchała tego uważnie z wyrazem smutku na twarzy.
- Ktoś zadzwonił po pogotowie i przewieźli nas do szpitala. My mieliśmy tylko parę maleńkich ran, jednak ty… - odezwała się jej mama, a z twarzy zaczęły cieknąć jej łzy.
- Co było ze mną? – spytała po cichu dziewczynka.
- Twój stan był krytyczny, a lekarze nie dawali ci szansy na przeżycie. Jednak wtedy stał się cud – powiedział tata i przerwał na chwilkę. Jego żona otarła łzy i uśmiechnęła się do córki, kończąc opowiadać wydarzenia tamtych dni.
- Po tygodniu twój stan zaczął się diametralnie poprawiać, a dwa tygodnie później lekarze wypisali cię do domu z ogólnym stanem zdrowia jako dobry. Do dziś nie wiemy jakim cudem jesteś z nami, jednak dziękuje Bogu, że cię nie straciliśmy – powiedziała kobieta i przytuliła swoją córkę do siebie. Eliza uśmiechnęła się do niej.
- Nie płacz. Jestem tutaj – rzekła. Jej tata uśmiechnął się.
- Gdybyś kiedyś była taka opanowana jak teraz, to wysypiałbym się częściej – odezwał się mężczyzna. Dziewczynka spojrzała na niego pytająco.
- Twojemu tacie chodzi o to, że nie mogliśmy ciebie w żaden sposób uspokoić. Nie pomagały prośby, kupowanie słodyczy, krzyki… nic.
- Więc co robiliście? – spytała zaciekawiona.
- Wołaliśmy twojego dziadka – odpowiedział jej tata, na co dziewczynka otworzyła buzię ze zdziwienia.
- Dziadka?
- Tak. Tylko przy nim się uspokajałaś. Nie wiem jak on to robił, ale gdy tylko pojawiał się w pobliżu, nie liczyło się nic prócz niego. Od razu przestawałaś płakać – odpowiedziała jej mama.
- Nie wiedziałam – szepnęła Eliza.
- No widzisz. Nikt nie wiedział póki się nie przekonał, a teraz czas jechać na zakupy. Kto jedzie ze mną? – spytała mama, na co jej córka zeskoczyła z kanapy i pobiegła do pokoju po swoje drobne oszczędności.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków