• Wpisów: 42
  • Średnio co: 55 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 17:44
  • Licznik odwiedzin: 8 224 / 2374 dni
 
oxfordka1
 
ksiezyc-czlowiek-ziemia-zachod-kon-kosmos.jpg

*TOM DRUGI - ZMIENNY CHARAKTER*

*Rozdział piętnasty - "Bolesny" spacer na Wielki Rynek*

- Jaką kiecę mam ubrać? Tą zieloną czy tą niebieską? - spytała samą siebie Iza, trzymając w jednej dłoni wieszak z jedną sukienką w drugiej z drugą.
- A może różową - powiedziała po chwili, sięgając po inną do szafki, zanim jednak zdążyła ją chwycić, usłyszała dzwonek do drzwi. Nie namyślając się dłużej, machnęła ręką i rzucając sukienki na łóżko, włożyła swoje jasne dżinsowe spodnie, po czym wyszła z pokoju. Kiedy dziewczyna otworzyła drzwi, ujrzała Budynia
- Idziesz? - spytał
- Pewnie - odpowiedziała Rabczyńska i razem z chłopakiem wyszła na dwór. Dziewczyna już od dłuższego czasu kręciła z Marcinem, jednak ten skutecznie nie dawał po sobie tego poznać.
- Gdzie będziemy szli?
- Możemy iść na Stary Rynek.
- To chodźmy - rzekł Budyń i razem z Izą poszedł w stronę rynku.
         Rabczyńska była w stu procentach pewna, że Schreiber spyta jej się o chodzenie, lecz pomyliła się. Chłopak był dla niej miły, wesoło spędzili czas, ale Budyń nie spytał się o tak oczekiwaną przez Izę sytuację.
<<Może jest nieśmiały?>>
Pocieszała się Rabczyńska lecz nawet to nie dawało jej radości. Odprowadzona pod sam dom, pożegnała się z chłopakiem jak starzy dobrzy kumple, po czym zamknęła drzwi i wbiegła na górę do swojego pokoju. Nie namyślając się dłużej zadzwoniła do Guły, by przyszedł do niej jak najszybciej, nie wyjaśniając dokładnie o co chodzi. Chłopak zjawił się pół godziny później, zziajany jak nigdy. Miał do przebycia pół Malownic, aby w jak najkrótszym czasie dostać się z ulicy Eminema pod Meteorę.
- Co się stało? Byłaś dziś umówiona z Marcinem przecież – powiedział chłopak, po czym duszkiem wypił przyniesioną zimną wodę w szklance przez Izę. Dziewczyna usiadła obok przyjaciela.
- Byłam, ale jak widać już wróciłam.
- Czemu?! - Zdziwił się Karol.
- Jeszcze się nie spytał. – Rabczyńska nie musiała tłumaczyć Gule o co miał się pytać Budyń. Chłopak przyjaźnił się z Izą i był na bieżąco z jej problemami, nawet miłosnymi.
- Myślę, że potrzebuje czasu. W końcu jestem chłopakiem, co nie?
- Jakoś Bourdon nie potrzebował – burknęła Rabczyńska przypominając sobie jak Oxfordka szybko owinęła sobie wokół palca Rob’a. Guła przewrócił oczami. Starał się ją pocieszyć, a ona robiła wszystko, by mu się nie udało.
- To, że Budyń jest taki, a nie inny to nie twoja wina. Jedni się pytają po dwóch godzinach inni po roku.
- Może masz rację... Ja już sama nie wiem - rzekła Iza, patrząc na przyjaciela wpatrzonego w obraz boiska.
- Prędzej czy później zmienisz się tak jak Ox.
- Czemu? - spytała Iza nic z tego nie rozumiejąc.
- Zobacz - odpowiedział Guła i puścił do okna Rabczyńską. Na dworze po ulicy F. Minora szedł Rob i Oxfordka ubrana w... krótką spódniczkę i czarne baletki. Jakby nigdy nic szła z chłopakiem po chodniku nie wiedząc, że na ulicy Tupaca 3 w oknie, Iza i Guła mają otwarte ze zdziwienia buzie.
- Od kiedy Ox chodzi w kiecy? – zdziwiła się Rabczyńka odchodząc od okna.
- Raczej od czasu, gdy jej oczkiem w głowie stał się Rob - rzekł Guła.
- Wiesz co? Mam nadzieję, że charakterek też jej stępi bo jak będzie tak dalej do każdego się burzyć to sama kiedyś oberwie.
- Racja - Zgodził się Guła dalej patrząc przez okno
         Trzydziestego czerwca Oxfordka poszła na samotną przechadzkę po Wielkim Rynku. Za wiele myśli i wspomnień kłębiło się jej w głowie. Minął zaledwie rok, a tyle wydarzyło się w jej życiu. Jeszcze niedawno myślała że Meteora jest tak zajęta koncertowaniem, że na nic nie ma czasu, a tym bardziej, że ich spotka i jeden z nich będzie nadawał sens jej życiu oraz zapełni w sercu lukę. Całe jej życie przewróciło się do góry nogami i to w zaledwie rok! Dla czternastoletniej dziewczyny mogłoby to być wprost rewolucją, lecz nie dla niej... Oxfordka wiedziała, że szczęście nie będzie jej ciągle towarzyszyć i kiedyś ją opuści, a w życiu zapanuje smutek, żal i gorycz jakiej nigdy nie zaznała. Dopóki miała to na co od dawna czekała czyli miłość, rodzinę i kumpli, korzystała z tego. Właśnie od czasu gdy poznała Bourdona postanowiła się zmienić przede wszystkim dla niego, ale i także dla innych, żeby nie uważali jej za tą „naj” w grupie. Jedyne co pozostawić chce na miejscu to zakaz wstępu Wiewiórki na Meteorę. Oxfordka, gdy sobie przypomniała co chciał zrobić w parku, na co sama się zgodziła, by ratować Tarmińskiego, łzy same pojawiły się w oczach. Z pewnością gdyby w porę nie pojawił się Rob, Oxfordka zrobiłaby coś głupiego i nieodwracalnego.
         Na Wielki Rynek przychodziło mało znajomych Oxfordki zaś jej wrogów pełno i niestety, ale natrafiła na tego największego. W jej stronę zbliżał się Wiewiórka i wcale nie ukrywał, że zmierza prosto do niej. Gosia wstała z ławki i próbowała się wymknąć w przeciwną stronę lecz z tamtej szli następni. Dziewczyna poszła w bok, ale tam też szła zgraja kolegów Wiewiórki. Oxfordka odwróciła się do tyłu i stanęła prosto przed Łukaszem.
- Cześć Słonko - Powitał dziewczynę Wiewiórka, a Gosia patrzała na niego z obrzydzeniem.
- Pamiętasz nasze ostatnie spotkanie? Fajnie było, ale musieli nam przeszkodzić.
- Odwal się - rzekła dziewczyna i odwróciła się, lecz chłopak ją złapał i uderzył w twarz.
- Nie skończyłem z toba d****o! - powiedział.
- Ale ja z tobą tak - odparła Oxfordka. Łukasz ją pchnął tak, że ta spadła na ziemię.
- Oh! Może ci pomóc?
- Zostaw mnie!
- Nie mogę. Jezus kazał pomagać.
- Pieprz się – powiedziała przez zaciśnięte zęby dziewczyna. Kalkulowała pośpiesznie w myślach jakie ma szanse na ucieczkę, jednak były one małe. Z każdej strony wyłaniał się kolego Wiewiórki.
- Z Tobą? Z miłą chęcią - rzekł chłopak i bez żadnych skrupułów kopnął Oxfordkę w brzuch. Dziewczyna krzyknęła i złapała się za zranioną część ciała. Łukasz i jego koledzy zaczęli się śmiać. - Dobra! - Śmiał się Wiewiórka. - Zabawcie się. Ja mam robotę - rzekł chłopak i jeszcze raz kopnął dziewczynę. Kumple Łukasza podeszli do niej z uśmiechem na twarzy.
- Proszę! – Błagała, lecz chłopacy dalej szli w jej stronę. - Proszę! - Powtórzyła dziewczyna po czym około piętnastu chłopaków zaczęło ją okładać, aż zemdlała. Koledzy Łukasza doszli do wniosku, że mogą ją zostawić i poszli, opuszczając zakrwawioną dziewczynę leżącą na uboczu.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego