• Wpisów: 42
  • Średnio co: 55 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 17:44
  • Licznik odwiedzin: 8 224 / 2374 dni
 
oxfordka1
 
kjnjk.jpg

*3. Dwie twarze*


   Był jeden z pochmurnych dni sierpnia. Na dworze padał deszcz. Gubrin wyglądając przez okno, widziała schowanych pod parasolami ludzi, którzy w pośpiechu przemierzali mokre ulice miasta. Palcem dotknęła szyby, po której spływała, samotna kropelka deszczu. Przyglądała się, jak powoli opada i łącząc się z inną, znika. Dziewczynka stanęła tyłem do okna i zlustrowała swój pokój, który niedawno skończyła sprzątać. Teraz nie miała żadnego pomysłu na wypełnienie wolnego czasu. Podeszła do biurka i sięgnęła po skarbonkę, chcąc policzyć swoje oszczędności, jednak zanim zdążyła wysypać pieniądze na blat, jej uwagę przykuło pewne zdjęcie, na którym razem z dziadkiem siedziała na ławce, uśmiechając się do niego. Wszystkie wspomnienia momentalnie powróciły. Każda chwila spędzona z tym człowiekiem i radość jaką czuła kiedy był blisko. Bardzo za nim tęskniła. Pomyślała o nieznanych jej ludziach, którzy pojawili się na ceremonii pogrzebowej i o tym jak niechętnie rodzice mówią na temat dziadka. Decyzja jaką podjęła Gurbin, była spontaniczna. Nie mogła żyć spokojnie, nie wiedząc kim naprawdę był jej dziadek, czym się zajmował i co przed nią ukrywał. Za każdym razem, gdy sobie o nim przypominała, czuła uścisk w żołądku. Tak naprawdę kocha człowieka, którego prawie nie zna. Zdeterminowana swoim nagłym pomysłem postanowiła udać się na strych w poszukiwaniu czegoś, co przybliżyłoby ją chociażby o milimetr do prawdy.
Dziewczynka wstała i wyszła z pokoju. Z salonu słychać było dźwięki włączonego telewizora. Przysłuchiwała się nim przez chwilę, po czym weszła na schody prowadzące na strych. Kiedy się tam znalazła, zapaliła światło i rozejrzała się po pomieszczeniu. Większość miejsca zajmowały stare fotele, połamane krzesła ogrodowe, szafki i masa innych okurzonych przedmiotów. Podeszła do szafy stojącej w rogu pomieszczenia i otworzyła ją. Była tak ogromna, że chcąc zobaczyć, co znajduje się na najwyższych półkach, Eliza musiała stanąć na pierwszej z nich. Jej oczom ukazały się stare niepotrzebne już nikomu przedmioty, niektóre zardzewiałe, inne starannie zapakowane w pudełka. Weszła wyżej, mocno trzymając się krawędzi szafy. Nagle półka, na której stała, pękła. Dziewczynka upadła na ziemię, a wraz z nią sterta innych przedmiotów, robiąc przy tym nie mały hałas. Przestraszona Gurbin zamknęła oczy, osłaniając głowę rękoma. W końcu nastała głęboka cisza, w którą przez chwilę się wsłuchiwała. Powoli otworzyła oczy. Tuż przy jej nogach leżał mały, masywny kuferek, z którego wypadło kilka przedmiotów. Zainteresowana nimi, zaczęła się im uważniej przyglądać: zeszyt, mały, skurzany portfel, w którym znajdowały się nieznane pieniądze, malutkie pióro piszące oraz parę kolorowych kuleczek. Chciała wszystko szybko z powrotem pochować, gdy nagle pod wiekiem kuferka zauważyła napis: Własność prof. Wacława Gurbina.
Drżącymi rękoma podniosła zeszyt, oglądając go ze wszystkich stron. W środku znajdowały się przedziwne wykresy oraz zapiski, których nie była wstanie zrozumieć, ale mimo to, nie mogła przestać im się przyglądać. Delikatnie pogładziła swoją roztrzęsioną dłonią jedną ze stron. Wszystko zapisane było w języku, którego nie znała. Co więcej, miała wątpliwości, czy takowy w ogóle istnieje. Im dłużej przyglądała się tym notatkom, tym bardziej była pewna, że już wcześniej je widziała. Na samym końcu zauważyła małą kopertę zaadresowaną do jej rodziców. Przez chwilę patrzyła na nią w zamyśleniu. Z jednej strony rodzice nauczyli ją szanować prywatność innych, z drugiej jednak nie mogła się powstrzymać, by nie przeczytać tego, co jest w środku. Powoli rozerwała pożółkły papier, wyciągając ze środka list napisany przez jej dziadka. Gubrin poczuła skurcz w żołądku. Z każdą sekundą jej serce zaczynało bić przyśpieszonym tempem, a ręce drżały z podniecenia coraz bardziej.

*Jeśli czytacie ten list, oznacza to, że nie ma mnie już wśród Was. Mimo iż Rada Wyższych stanowczo zabroniła mi ujawnić prawdę, nie mogłem pozwolić na to byście żyli w niewiedzy. Dlatego napisałem ten list, by wyjaśnić, co naprawdę zdarzyło się, gdy Eliza miała trzy latka. To nie był cud… To byłem ja. Tak, wiem – nie miałem ingerować w życie Elizy, jednak tu chodziło o coś więcej. Tu chodziło o Waszą córkę, a ja jako jej dziadek nie mogłem pozwolić, by umarła. Ratując jej życie musiałem zgodzić się na to, by została naznaczona, jednak los Elizy nie jest jeszcze przesądzony. Proszę, pozwólcie jej samej dokonać wyboru. To bardzo ważne! Tylko decyzja Elizy może złamać pieczęć, ale pod warunkiem, że nie ukończyła ona jedenastu lat! W przeciwnym razie może być już za późno na dokonanie wyboru, a naznaczenie pozostanie nieodwracalne. Przepraszam jeśli Was zawiodłem, mimo to jestem dumny, że mogłem pokazać tej małej osóbce chociaż cząstkę świata.*
*Wacław.*
Oczy Elizy jeszcze przez chwilę błądziły po starej kartce, zupełnie jakby chciała znaleźć coś, co pomogłoby jej lepiej zrozumieć zapisaną na niej treść. Niestety zamiast się czegoś dopatrzeć, w głowie Gurbin zaczynały kłębić się kolejne nurtujące pytania.
– Jakie naznaczenie? I jaki upływ terminu?... A jeśli to coś poważnego? Przecież do moich jedenastych urodzin pozostało niewiele czasu! – Pomyślała z przerażeniem i szybko schowała przedmioty do kuferka, zabierając go ze sobą, zaś przeczytany list schowała do kieszeni. Pozostawiając skrzyneczkę w pokoju, zeszła do salonu, gdzie siedzieli rodzice. Oboje oglądali film, jednak głośne kroki ich dziecka zbiegającego po schodach, wyrwały ich z transu.
– Co się stało? – spytała przestraszona kobieta, widząc swoją córkę bladą jak ściana. Eliza podeszła do nich i rzuciła list na stół.
– Może to wy mi powiecie, co się WTEDY stało – odparła.
Mężczyzna wziął do ręki kawałek pożółkłej kartki. Po chwili podniósł wzrok i spojrzał na córkę, a potem znów na list, czytając kolejny raz jego treść. Zdziwiony podał kartkę swojej żonie. W oczach Moniki było widać rosnące przerażenie. Kiedy skończyła czytać, spojrzała na Krzyśka, zupełnie jakby chciała go zapytać „I co teraz?”.
– To pismo twojego dziadka – odezwał się mężczyzna. Dziewczynka prychnęła pogardliwie.
– Tyle to i ja wiem. Ale co to ma znaczyć? I kim był mój dziadek?! – wrzasnęła.
Kobieta pogniotła nerwowo list i wyrzuciła go do kominka. Kawałek starego papieru palił się powoli, niszcząc jedyny dowód na to, że dziadek ukrywał coś przed Elizą, tak jak teraz robili to jej rodzice.
– Nie wiem, o co chodziło twojemu dziadkowi – odparła sucho.
– Z listu wynikało co innego.  –  Upierała się Eliza.
– Dziadek mówił różne rzeczy i nie wszystko miało związek z prawdą. Miał bardzo wybujałą wyobraźnie, czego ten list był dowodem. A teraz bądź tak uprzejma i nie podnoś na nas głosu, bo nie jesteśmy twoimi kolegami z podwórka, a rodzicami – rzekła Monika spokojnym tonem. Eliza patrzyła na nią z niedowierzaniem, po czym wybiegła z salonu do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi na klucz.
Była wściekła, że rodzice nie do końca są z nią szczerzy. Czuła się przez nich oszukana, co jeszcze bardziej psuło jej humor. Chciała obiektywnie podejść do zaistniałej sytuacji, ale nie mogła zrozumieć, czemu rodzice nie ufają jej na tyle, by powiedzieć prawdę.   Obrażona i smutna, spędzała całe dnie na dworze, zaś wieczory przesiadywała u siebie w pokoju zamknięta na cztery spusty ze znalezionym na strychu zeszytem dziadka. Próbowała rozszyfrować użyty przez Gurbina język, którym zapisywał swoje notatki, jednak bez rezultatu. Starała się nawet odszukać informacje w Internecie, ale nie znalazła nic, co byłoby pomocne. Kiedy tak siedziała, oglądając krajobraz za oknem przypomniało jej się, że pod koniec wakacji miała spotkać się z psem.
Wyciągnęła z szafki bluzę z kapturem i obwiązała ją w pasie. Po cichu otworzyła drzwi, po czym wymknęła się niepostrzeżenie z domu. Do wyznaczonego miejsca doszła po dziesięciu minutach. Ku jej radości Megi już na nią czekał. Podeszła śmiało do niego i usiadła obok.
– Cześć – powiedziała, uśmiechając się lekko. Czarny kudłacz zwrócił swój łeb w jej stronę.
– Witaj Elizo – odezwał się.
Oboje spojrzeli w stronę pozostałości domu, wpadając w chwilową zadumę. Eliza głęboko westchnęła.
– Dlaczego chciałeś się ze mną spotkać?
Megi podniósł się, grzebiąc łapami między gruzem. Unikał wzroku swojej towarzyszki.
– To bardzo delikatna sprawa i w zasadzie powinienem ją poruszyć przy twoich rodzicach, jednak z opowiadań Wacława wynika, że…
– Znasz mojego dziadka?! – Przerwała mu, podnosząc się gwałtownie z miejsca.
– Ty faktycznie o niczym nie masz pojęcia… – powiedział nieco poirytowany.
– O czym nie mam pojęcia? Mam już dosyć tych tajemnic. Najpierw rodzice, teraz ty…
– Moim zadaniem nie jest wtajemniczenie cię w sytuacje, a jedynie zaklimatyzowanie w niej. To od rodziców powinnaś dowiedzieć się prawdy o Wacławie i o samej sobie.
– Powiesz w końcu, o co chodzi? – Niecierpliwiła się.
Megi wiedział, że ta rozmowa jest nieunikniona. W końcu spojrzał na Gurbin z poważną miną i powiedział:
– Twój dziadek był czarodziejem, a ty jesteś jego następczynią – rzekł niechętnie. Zdawał sobie sprawę, że dziewczynka powinna to wiedzieć już wcześniej. Nie spodziewał się, że to on będzie musiał jej wszystko powiedzieć. Eliza patrzyła na niego z szeroko otwartymi oczyma, a na jej twarzy zaczął ukazywać się lekki uśmiech, który później przeistoczył się w nieopanowany śmiech. Pies z niewzruszoną miną czekał, aż ta się uspokoi.
– Masz na myśli prawdziwych magów? Takie czary mary, hokus pokus? – odezwała się Eliza, powstrzymując kolejny napad śmiechu. – To był najlepszy żart, jaki słyszałam od dwóch lat! – Dodała, jednak gdy zobaczyła minę Megiego, opanowała uśmiech i z poważnym wyrazem twarzy usiadła na kupce gruzów. ¬– To był żart, prawda?
– Nie, to nie był. żart – odpowiedział.
– Nie wierzę ci – rzekła Gubrin. Pies prychnął pogardliwie.
– To bardzo dziwne z twojej strony. Nie wierzysz w moje słowa, a rozmawiasz ze zwierzęciem. Zapewne też zauważyłaś dziwnych ludzi na pogrzebie swojego dziadka, a może się mylę?
– To nie zmienia faktu, że ci nie wierzę. – Upierała się twardo przy swoim.

– A co skłoniłoby cię do zmiany zdania? – spytał. – Mam ci zrobić, jak to powiedziałaś, czary mary? – Eliza niepewnie potwierdziła głową. – Odsuń się.
Dziewczynka szybko wstała i odsunęła się na bezpieczną odległość. Megi zaczął mruczeć coś cicho pod nosem. Odległość między nimi zaczęła się zmieniać. Nagle z ziemi wyrosły kwiaty, które w mgnieniu oka rozkwitały, po czym zajmowały się ogniem i znikały wraz z ulatniającym się w powietrzu kosmyku dymu. Młoda Gubrin, przecierając oczy, nie mogła uwierzyć w to, co widziała. Z początku myślała, że to może jakaś sztuczka, gra jej wyobraźni… Jednak to nie było złudzenie. Pies urwał jeden z pąków i podał go Elizie, który po przeobrażeniu się w piękny czerwony kwiat, spłonął  jej w dłoni. – Teraz mi wierzysz? – spytał z nutą znudzenia w głosie. Dla niego było to coś tak normalnego, jak oddychanie, jednak nie dla niej. Dziewczynka ze zdumienia pokiwała tylko głową. Nie była w stanie wydobyć z siebie żadnego słowa. Megi usiadł na gruzach i spojrzał na nią. – To co ci teraz powiem już dawno powinnaś wiedzieć od swoich rodziców,  ale skoro nie masz o niczym pojęcia, powiem ci kim jesteś. Chcesz tego?
– Tak – szepnęła. W głębi duszy cieszyła się, że w końcu pozna tak długo ukrywaną przed nią prawdę, z drugiej jednak strony bała się ją poznać.
– Twój dziadek nie był zwyczajnym nauczycielem. Był znakomitym alchemikiem. Nauczał w szkole magii przez wiele lat, aż przeszedł na zasłużoną emeryturę. – Eliza przytaknęła potwierdzająco głową, chłonąc każde  jego słowo. – Mimo to, nadal regularnie nas odwiedzał, czasem nawet prowadził lekcje. Uczniowie go uwielbiali… – Megi na moment przerwał opowieść, uśmiechając się, przywołując miłe wspomnienie. Po chwili ocknął się, mówiąc dalej. – Z udostępnionych mi źródeł, wynika iż nikt w twojej rodzinie, po za dziadkiem, nie jest czarodziejem. O szczegółowych informacjach musiałabyś porozmawiać z rodzicami lub dyrektorem Layola, ponieważ tego typu dane są utajone i nikt po za wybranymi osobami nie ma do nich dostępu. Mówiąc ogólnie. W tym roku będziesz obchodzić swoje jedenaste urodziny. Właśnie wtedy rozpoczyna się naukę w szkole Layola, zaś ja mam za zadanie odszukać nowych uczniów i przyprowadzić ich na rozpoczęcie nowego roku szkolnego.
– No, ale mam się tam pojawić od tak? – spytała Eliza. Wydawało jej się to zbyt proste, by wystarczyła zwyczajna zgoda na zostanie czarodziejką.
– Jeśli chodzi o przystąpienie do szkoły, są pewne obowiązujące zasady, jeśli o to pytasz. Według prawa czarodziejów istnieją dwa typy magów. Melfiorzy, czyli czarodzieje z urodzenia, tacy jak ja oraz Solici, czyli ty. Twoi rodzice nie są czarodziejami, jednak masz prawo uczęszczać do Layola. Melfiorzy nie mają wyboru i muszą chodzić do tej szkoły, jednak Solici mogą wybrać. Po pierwsze uczeń musi się dobrowolnie zgodzić na rozpoczęcie nauki, po drugie, zgodę muszą wyrazić jego rodzice.
– A co jeśli jedna ze stron nie wyrazi zgody?  – spytała Eliza.
Już widziała miny swoich rodziców. Była przekonana, że nigdy się nie zgodzą, by miała cokolwiek wspólnego z magią.
– Za mojej kadencji nie zdarzyło się nic podobnego. Zauważyłem, że jeżeli rodzice się nie zgadzają, dziecko nie podważa ich decyzji.
– Może to głupie pytanie, ale co się dzieje, gdy zgoda jest po obu stronach? – spytała.
– Zjawiasz na rozpoczęciu roku szkolnego pierwszego września – odpowiedział Megi. Dziewczynka zrobiła zdziwioną minę.
– Tak po prostu? Bez żadnych testów?
– Tak. W tym roku ma przybyć około stu pięćdziesięciu pierwszorocznych.
– Czyli jestem czarodziejką?
– Jeszcze nie. Zostajesz nią po przekroczeniu bramy Layola.
– Wspominałeś o tym, że potrzebna jest jeszcze zgoda opiekuna. Czy to znaczy, że…
– Tak. Ty, ja i twoi rodzice spotkamy się trzydziestego sierpnia, by załatwić tę niezbędną formalność. Tymczasem muszę już iść, gdyby jednak zaszła potrzeba, żeby szybciej się z wami zobaczyć powiedz „summit Megi”, a deportuje się przy drzwiach twojego domu. – Eliza chciała coś powiedzieć, ale Megi uprzedził ją, zupełnie jakby dokładnie wiedział, o czym pomyślała.
– Będę w zwykłej postaci. Czas na mnie. Do zobaczenia – rzekł i pobiegł przez gruzy, znikając w polu z żytem.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków